piątek, 13 grudnia 2013

opowiadaie 17

Rano obudziłam się z ciężkim bólem głowy, przekręciłam się i poczułam czyjąś rękę na mojej piersi, spojrzałam na właściciela był nim oczywiście Niall. Chociaż mało pamiętam z całej imprezy tej nocy nigdy nie zapomnę, z nikim nie było mi tak dobrze jak z Niallem, nikt nie był dla mnie tak bliski i ważny jak on.
- Niall, wstajemy. – żarłok zamruczał cos pod nosem i jeszcze bardziej przybliżył mnie do siebie – Niall ! – chłopak otworzył oczy i uśmiechnął się promiennie.
  -dziewczyno ty wiesz jak chłopakowi zrobić dobrze. Byłaś wspaniała – usiadłam na Horanie i delikatnie zaczęłam muskać usta chłopaka.
- Wzajemnie kocie – blondyn zaczął całować mnie po szyji i dekolcie – Niall musimy się ubrać i iść. Pewnie wszyscy są już w domu.
- Ojj no kochanieee, prooszę – Horan zrobił minę zbitego psa, a ja nie mogłam mu się oprzeć. Przewróciłam tylko oczy i zaczęłam zachłannie całować chłopaka, a on oddawał każdy pocałunek. Horan rzucił mnie na łóżko, a mnie przeszła fala namiętności i pożądania. Po skończone ‘ zabawie ‘ ubraliśmy się i skierowaliśmy do wyjścia. Wszędzie leżały niedopałki, puste butelki i kieliszki. Wzięliśmy jeszcze cztery butelki, które wypiliśmy po drodze. Podchodząc do drzwi Nialla domu usłyszeliśmy krzyki, szybko weszliśmy do domu i zobaczyliśmy kłócącego się Louisa i Zayna.
- Co się tutaj do cholery dzieje ?! – szybko zapytałam gdy zobaczyłam płaczącą Sarę na kanapie.
- Zayn robi jej jakieś głupie sceny zazdrości, choć z nią nie jest ! – krzyknął Louis patrząc ciagle na mulata.
- Ale czemu ona płacze ?!
- Uderzył ją – wtrącił się Harry przytulający dziewczynę.
- Który ?! – każdy wzrok utkwił na Zaynie, a ja nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz z otwartej ręki – Ty chyba jesteś chory ! Robisz jej jakieś awantury, sceny zazdrości choć wcale z Tobą nie jest! Ogarnij się, bo na za dużo sobie pozwalasz ! – czułam jak za chwilę pęknie mi żyłka, w głowie zaczęło mi się kręcić, ale nie zważałam na to. Miałam zamiar sprzedać Zaynowi kolejnego liścia, ale Louis złapał mnie na nadgarstek. Liam i Harry zaprowadzili trzymającego się za policzek Zayna.
- Luois, chyba czas im powiedzieć wcześniej  niż to ustalaliśmy – chłopak przytknął, a ona podeszła do niego i przytuliła, akurat weszli Liam z Harrym – A więc my z Lou chodzimy ze sobą od jakiegoś tygodnia. Nie chcieliśmy wam nic mówić bo byście pomyśleli, ze jesteśmy szaleni wciągając się w związek gdzie się prawie nie znamy, ale… kocham Louisa i przy nim czuje się bezpieczna i szczęśliwa – podeszłam do przyjaciółki i ja przytuliłam, później skierowałam się do Lou
- A ty jak ją zranisz to Cię znajdę i Ci świerk w dupę wsadzę – nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Poczułam tylko jak ktoś mnie łapie, a później już nic. a w oczy zaczęło mnie razić ostre białe światło, usłyszałam jak ktoś krzyczy ‘ BUDZI SIĘ! ‘ i trzaska drzwiami. Powoli otworzyłam szerzej oczy i ujrzałam wszystkich stojących nade mną, a później białe ściany.
- Ugh, gdzie ja jestem ? – spytałam zaspanym i słabym głosem
- Jesteś w szpitalu – odwróciłam głowę na bok, na krzesełku siedział zapłakany Niall
- Czemu tutaj się znalazłam? Niall, czemu płaczesz ? – zasypałam chłopaka masą pytań.
- Możecie wyjść ? – spytał, a raczej rozkazał wszystkim o wyjście, a oni posłusznie wykonali prośbę. – Więc tak zemdlałaś, szybko do Ciebie podbiegłem i złapałem. Nagle zaczęłaś krwawić z okolic pochwy, nie wiedzieliśmy, co się dzieje, więc zawieźliśmy Cię do tutaj. Okazało się, że… byłaś w pierwszym miesiącu ciąży, ale poroniłaś, bo miałaś za dużo stresu. – w tym momencie łzy pociekły mi po policzkach.
- To dziecko… było Patryka. Musiało się to stać jak… ostatni raz przed zerwaniem – nie chciałam tamować łez, swobodnie spływały po moich policzkach – Pewnie mnie teraz znienawidzisz i zostawisz, bo Ci nie powiedziałam, ale ja sama nie wiedziałam. – Horan nic nie powiedział tylko mnie przytulił.
- Idiotko, nigdy Cie nie zostawię ! Nawet mi to przez myśl nie przemknęło.
- To, czemu płakałeś ?
- Bo nie dość, że bałem się, że Cie stracę to jeszcze smutno mi było, że możesz mieć potomstwo z kimś takim jak on, bo tak naprawdę chcę z Toba być do końca świata i o jeden dzień dłużej. Mieć z Toba gromadkę dzieci, być po prostu szczęśliwym z dziewczyną, która nadaje mojemu światu kolor. – Horan delikatnie mnie pocałował, a ja wtuliłam się w niego. Po dwóch dniach wyszłam, bo lekarze powiedzieli, że mogę już iść.
- Na całe szczęście babcia nic o tym nie wie. 
- Nooo, jeszcze by mnie prześwięciła. – Zaśmialiśmy się i pojechaliśmy do domu. Tam pojawił się kolejny problem.
 Ujrzeliśmy taksówkę pod domem Nialla, szybko wysiedliśmy z auta i zobaczyliśmy pakującego walizki do bagażnika Zayna.
- Co ty robisz ?

- Wracam do Londynu
- Czemu ?!
- Nie mam ochoty patrzeć jak wszyscy w koło są szczęśliwi oprócz mnie.
- Nie przesadzaj.
- Jak mam kurwa nie przesadzać ?! Ty i Magda, Louis i Sara, Harry tez poszedł spotkać się z jakąś dziewczyną, Liam codziennie gada z Danielle, a ja ?
- Zayn znajdziesz jeszcze kogoś, wakacje się dopiero zaczęły.

- Nie, w dupie już to wszystko mam !
- Zayn nie dramatyzuj – w końcu zabrałam głos – Masz dwa miesiące, będzie dużo imprez na pewno kogoś poznasz tak jak Harry. – położyłam rękę na ramieniu chłopaka, ale ją strzepnął.

- Zostawcie mnie wszyscy w spokoju, wracam do Londynu i koniec – chłopak wsiadł do taksówki trzaskając drzwami i odjechał.
- To po tamtej kłótni – łzy zaczęły swobodnie spadać na moją koszulkę.
- Nie zadręczaj się tak. Pamiętaj, że dopiero wyszłaś ze szpitala i jesteś jeszcze słaba.

- Masz rację Niall to jego sprawa – weszliśmy do domu, a już od progu zaatakowała mnie Sara.
- Puuulpeeeet ! Tęskniłam za Tobą ! – przyjaciółka obdarowała mnie uściskami i całusami.
- Ooo kto sobie o mnie przypomniał
- Madziu, nie wiesz jak się o Ciebie martwiłam !
- Mhm…

- Nie wierzysz mi ?
- No powiedzmy, że Ci wierzę

- Małpa – Sara zrobiła minę obrażonego dziecka.
- Sara, przepraszam. Po prostu jestem zmęczona i chcę się położyć – skierowałam się na górę, od razu rzuciłam się na łożko i zasnęłam.


*OCZAMI LOUISA*
- I jak się trzymasz ? – usiadłem koło przyjaciela
- Ja całkiem. gorzej z Magdą – Horan schował w dłonie – Nie może się pogodzić z tym, że była w ciąży,
- Widać, że to się na tobie Tobie odbija.
- Co ? Niee, no dobra może trochę, ale… wiesz, że od 2 lat nie miałem nikogo, a Magda jest wyjątkowa i kocham ją.
- To tego nie spieprz. Może teraz jest trudno, ale zobaczysz później, trzeba mieć nadzieję, że będzie lepiej.
- Dzięki Tommo – uśmiechnąłem się do przyjaciela i poklepałem po ramieniu – Dobra idę do Sary zobaczyć jak się czuje.

- A to co jej się stało ?
- Niic, ale ta sprawa z Zaynem… szkoda gadać – skierowałem się do mojego pokoju gdzie aktualnie siedziała Sara. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem śpiącą dziewczynę. Położyłem się koło ukochanej i okryłem nas kołdrą.
- Śpisz ? – szepnąłem jej koło ucha, ale odpowiedziało mi chrapnięcie. Uśmiechnąłem się do siebie i zacząłem po cichu śpiewać. - Said I’d never leave her cause her hands fit like my T-shirt,

 Tongue tied over three words, cursed.
 Running over thoughts that make my feet hurt,
 Bodies intertwined with her lips – Sara zaczęła się budzić i przekręciła się na łóżku wtulając się we mnie.
- Pośpiewaj mi jeszcze. Kocham Twój głos. – uśmiechnąłem się i dokończyłem bardzo dobrze znany mi tekst. Poczułem jak dziewczyna równomiernie oddycha co znak, że zanęła.
 
 Bardzo Dziękuje tym którzy to czytają :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz